Wariatka musi być leczona farmakologicznie

Gdy miała 14 lat była w ciąży, poroniła, zamieszkała z chłopakiem, który miał lat 19. Potem gdy miała tego wszystkiego dość, zgodziła się zobaczyć z ludźmi, którzy chcieli jej pomóc.

Teraz jest przekonana, że jednak lepiej wejść w życie „społeczne”. Mówi o tym tak: „nie wiem, czy to ja jestem chora, czy to społeczeństwo jest chore, ale w każdym razie wiem, że to ja zawsze przegrywam”. Mówi mi „chciałabym, żebyś mi wierzył, chciałabym, żebyś mi nie wierzył. Chciałabym, żebyś mi wierzył, bo jak nie, to się zastrzelę, i chciałabym, żebyś mi nie wierzył, kiedy ci mówię, że mam to wszystko w nosie”. A potem, gdy z nią rozmawiam, mówi: „Mam to wszystko gdzieś, bo i tak jestem skończona”. Widzicie, że niełatwo jej pomóc i że niełatwo nie tylko z nią żyć, ale i rozmawiać, po prostu niełatwo z nią „być”.

Pierwsze pytanie, jakie może się nasunąć: czy nasze studia medyczne pozwalają zajmować się takimi ludźmi. Wydaje mi się, że studiowanie medycyny nie przygotowuje do pracy z takiego typu pacjentami. Myślę, że po pierwsze, nie można dać się wciągnąć w grę pacjentki, w jej własny lęk i nie wolno uwierzyć, że jest wariatką. Bowiem jako wariatka musi być leczona farmakologicznie, a jej lęk można uspokoić tylko za pomocą leków, neuroleptyków, psycholeptyków, dysleptyków i innych „leptyków”, o których uczy farmakologia. Myślę, że jeśli tylko psychoterapeuta da się wciągnąć w grę dziewczyny takiej jak Catherine, jest ona stracona. Skończy albo w szpitalu psychiatrycznym, albo jako prostytutka, albo i może w więzieniu. Na ogół są te trzy możliwości, które nasze społeczeństwo oferuje dziewczynom tego typu.

Leave a Reply