Środki zaspokajania zastępczego

Środki zaspokajania zastępczego mają szczególne znaczenie i spełniają niekiedy wobec osób depresyjnych rolę prawdziwych obiektów. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, jeśli weźmie się pod uwagę tworzenie samych połączeń obiektalnych w gruncie rzeczy osoby depresyjne znajdujące się w sytuacji niespełnienia, przeżywają stale „stan potrzeby” i niektóre z nich sięgają regularnie po środki farmakologiczne, aby pozbyć się tego stanu. Tworzą na swój użytek (poza zależnością od obiektu pierwotnego) rodzaj szczególnej intymności np. z lekiem lub alkoholem, relację, która przekracza wartość materialną i funkcjonalną tego obiektu zastępczego (np. pijący, który przeżywa uczucia czułości wobec butelki).

Patrząc z tej perspektywy można zrozumieć pewne paradoksalne aspekty i korelacje, oraz specyficzne trudności związane z uporem pacjenta uzależnionego i prawdziwym przywiązaniem, z jakim stykają się terapeuci podczas leczenia detoksykacyjnego.

Depresja to choroba Ego. Według mnie jest ona nie tylko, jak mówią inni, cierpieniem spowodowanym rozziewem między Ideałem Ego narcystycznego i Ego, ale prawdziwym konfliktem między nimi. (Ideał Ego – to instancja podobna do Superego, ale też różna od niego i różna od Ego, to zbiór wymagań i ocen wobec Ego). Ego osoby depresyjnej, nadwyrężone i tak już wyjściowo w swojej funkcjonalnej aktywności – znajduje się stale pod wpływem represji instancji narcystycznej. To właśnie pozwala na zrozumienie ewolucji procesu depresyjnego: stałe wzmacnianie porażenia Ego powoduje, że depresja ma tendencję do samopogłębiania się, nawet jeśli stan aktualny wydaje się wyłącznie incydentem fizjologicznym.

Owo napięcie między Ideałem Ego narcystycznego i Ego polega więc w gruncie rzeczy na rzeczywistej dezinwestycji czy raczej dezintegracji Ego, które zostaje pozbawione zasilania (w formie waloryzacji) niezbędnego dla swej cielesnej funkcjonalnej aktywności. Jest to szczególnie widoczne na przykład w przypadku abulii depresyjnej.

Chciałbym powiedzieć parę słów o zjawisku dobrze znanym pod nazwą „depresji porannej”. Chodzi o przypadek człowieka depresyjnego, który z żalem rozstaje się ze snem i zostaje jakby zwalony z nóg „przez szok przebudzenia”. Powoli jednak, w miarę podejmowania różnych zajęć, jego motoryka usprawnia się i człowiek ten pod wieczór jest w paradoksalnie dobrej formie, gdy tymczasem inni zaczynają być zmęczeni. Niegdyś zauważono, że neurastenik dochodzi do formy

o5-ej po południu. Dzisiaj zjawisko to można by wytłumaczyć następująco: sen jest stanem regresji narcystycznej, zbliżonym do prenatalnego narcystycznego błogostanu. Wychodząc z tej regresji, obudzone Ego przygotowuje się do aktywności na innym poziomie

dojrzałości, w rejestrze, czy – inaczej mówiąc – na poziomie instynktowym. Poczucie własnej wartości jest wyjściowo i tak osłabione u człowieka depresyjnego osłabione, a więc aktywność na jawie jest w porównaniu ze snem narcystycznie deficytowa. Ego zostaje nagle sparaliżowane, gdyż stan obudzenia ze swą cielesną aktywnością gwałtownie je osłabia. Ego, mimo wszystko, znajdzie powoli swoje zasilanie, zbierając małymi porcjami poczucie własnej wartości (czyli przyjemność narcystyczną), wypływające z pojedynczych czynności, ruchów mięśni, a wraz z tym odzyskuje poczucie mocy. W ten sposób Ego znajdzie paliwo niezbędne do swojego funkcjonowania.

Leave a Reply