Seanse analityczne

Pierwszy przypadek jest tylko przybliżeniem problemu. Alexandro na początku lat 70. wyemigrował z Ameryki Południowej co parę lat dekompensował się psychotycznie wymagając z tego powodu hos-pitalizacji. Pewnego dnia zatelefonował do mnie. Mówił nieskładnie, był zrozpaczony. Prosił mnie usilnie o pomoc psychoterapeutyczną, cytując przy tym wiersz Pabla Nerudy. Chodziło w nim o przepiękną dolinę, w której spoczywał młody mężczyzna jakby we śnie. Dwa małe czerwone punkciki na jego głowie wskazywały na zagrażającą życiu ranę postrzałową. Powiedziałem przez telefon, że pewnie on sam czuje się jak ten młody mężczyzna i prosi mnie, bym pomógł mu przeżyć to groźne dla życia zranienie. Tak zaczęła się nasza znajomość.

Wspomnę jedynie początkową fazę terapii z przerażającymi, chaotycznymi i trudno zrozumiałymi treściami, którymi chronił on swoje kruche Ja. Na szczęście był przy moim boku służący mi pomocą doświadczony kolega. Krótko także dotknę problemu traumatycznego wpływu pierwszego w terapii rozstania wakacyjnego, którego znaczeniu zaprzeczał z powodu katastroficznych wręcz lęków. Już tydzień po naszym rozstaniu musiał być przyjęty do kliniki z powodu totalnego odsunięcia się od ludzi, halucynacji i silnego pobudzenia ruchowego. Kilka tygodni po moim powrocie z urlopu mógł podjąć powtórnie terapię, przychodząc do mnie z początku jeszcze ze szpitala. Było to dla nas obu bardzo ważne. Powoli stawało się możliwe dostrzeżenie, wytrzymanie i zrozumienie dzięki naszym spotkaniom owych niepoję-tych, szalonych zdarzeń (halucynacji itp). W tym ważnym okresie Alexandro stał się ufniejszy, wierzył, że w razie wystąpienia trudności nie odsunę go zaraz od siebie. Tego bowiem stale dotąd doświadczał i naturalnie obawiał się tego samego z mojej strony.

Leave a Reply