Relacja analityczna i życiowa pacjenta

Wówczas pacjent wyjaśnił, że od czasu postępującej depresji, tj. od około 2 lat, czuje, jakby stały „wyciek” tej siły i sam się zastanawia, czy jest tym samym człowiekiem, co przed małżeństwem. Powiedziałam mu, że być może relacja małżeńska zawiera w sobie coś, co go obezwładnia, ale że także w relacji terapeutycznej czuję jego stały nacisk na to, abym to ja miała inicjatywę, że odbieram ciężar, który on w sobie nosi i już czuję się nim obezwładniona. Naszą współpracę odczuwam jak „orkę na ugorze”, choć z punktu widzenia formalnego stara się on być dobrym pacjentem.

Na jednej z następnych sesji pacjent powiedział, że ostatnio lepiej śpi i sam zaczął opowiadać swoje sny. Początkowo przyjęłam to jako reakcję na mój komentarz, reakcję z lęku przed odrzuceniem, relacjonowanie zaś snów uznałam za inną, wynikającą z chęci przy-podobania, formę, lecz przedłużenie tego samego oporu (jeden z trudniejszych do przepracowania typów oporu). Nie podałam jednak tej interpretacji i postanowiłam poczekać, gdyż był to jeden z pierwszych przejawów własnej inicjatywy tego pacjenta w analizie.

Mniej więcej od tego czasu pacjent wypełniał prawie całe sesje opowiadając swoje sny. Oczywiście miałam dwie drogi: albo interpretować ich treść (można by napisać całe tomy), albo interpretować ich rolę jako oporu i osłony wobec rzeczywistości, a w niej relacji analitycznej i życiowej. Skłonna byłam przyjąć drugą wersję, ale wstrzymałam się w ogóle z interpretacjami. Zaś w miarę słuchania uderzał mnie szczególny charakter snów pacjenta: były to niejako przygodowe historie w formie serialu, w których występowało mnóstwo zwierzątek i bohaterów, jak z Tomka na wojennej ścieżce czy Robinsona Crusoe.

Leave a Reply