Racja rozumu i serca

Czasem, choć rzadziej, stajemy przed problemem poważniejszym 1delikatniejszym – tajemnicą powierzoną nam przez kogoś z rodziny. Wybór między dwiema racjami jest iście Corneille’owski (racja rozumu i serca). Kiedyś nie miałem w tym względzie zdecydowanej postawy i zdarzyło się dwa czy trzy razy, że szacunek dla tajemnicy powierzonej przez rodzinę przyczynił się do zerwania relacji terapeutycznej. Ci młodzi zdają się mieć jakieś anteny do wykrywania kłamstw, a nawet przemilczeń. I nawet jeśli w niektórych przypadkach wydaje się etycznie niemożliwe zdradzenie pewnej tajemnicy bez zgody rodzica (np. adopcja), trzeba sobie przynajmniej postawić za cel jak najszybsze przekonanie rodziców o konieczności zwolnienia z sekretu. Ujawnienie tajemnicy początkowo może być Szokiem, ale w dalszej perspektywie staje się korzystne natomiast jeśli młody człowiek czuje, że coś ważnego przed nim ukrywamy, wytwarza się klimat skrępowania, w którym nie możemy być naturalni, autentyczni i terapia prowadzi do impasu.

Czy trzeba pokazać własną wiedzę i wykształcenie? Poza szacunkiem i życzliwością trzeba pokazać młodemu człowiekowi, że się nie jest idiotą (dla niektórych psychologów i psychiatrów, mimo posiadanych dyplomów może być to trudne). Młody człowiek doskonale wyczuwa,

czy ewentualny psychoterapeuta jest mniej bystry niż on, czy równie tępy jak rodzice. I mówi sobie: „ten «psy» jest bardzo miły, ale tracę z nim czas”. Ujawnienie inteligencji może czasem iść w parze z popisywaniem się swoją wiedzą ale takie popisywanie się przed młodym człowiekiem ze środowiska robotniczego czy przed biednym imigrantem byłoby w złym tonie i świadczyłoby o braku wyczucia i inteligencji. Trzeba dostosować więc swój sposób mówienia do młodego rozmówcy, pokazać mu, że jesteśmy zdolni zrozumieć to, co on rozumie. Czasem w ogóle w to nie uwierzy. Opowiem teraz krótką historyjkę: było to w 1969 r., rozmawiam z 14-letnim chłopakiem, który w pewnej chwili mocno przejęty zwierza mi się, że „skręcił ślizga” koleżance. Wtedy wyrażenie to nie było jeszcze tak powszechne jak dziś, a ja ze swoim hoplem lingwistycznym udaję naiwnego i pytam: „ale co to znaczy «skręcić ślizga»”? A dzieciak spojrzał na mnie z sympatią i pobłażliwością i mówi: „nie, Tom, tego naprawdę nie mogę ci powiedzieć (z wieloma młodymi jestem „na ty”), sprawiłoby ci to przykrość”. Na to ja: „No, to trudno”. „No, dobra, powiem ci, to zostało wymyślone w Maju 68, wy starzy tego nie potraficie. Skręcić ślizga, to znaczy całować się «z języczkiem»”.

Leave a Reply