Porannaabulia

Przejściowy charakter tej porannej abulii wskazuje na fakt, że jeśli nawet Ego zostanie osłabione, to niezbyt poważnie. U wielu osób depresyjnych, rano, w momencie obudzenia, dokładają się do abulii: nudności, niesmak spotkania i konfrontacji z samym sobą. Wartość Ego jest tak naruszona, że powoduje to prawdziwe błędne koło: instancja narcystyczna dosięga Ego niesprawne i osłabia je fakt ten hamuje funkcjonowanie Ego – zmniejszają się więc możliwości funkcjonalne człowieka, co z kolei pogłębia poczucie niepełnowartoś- ciowości, to zaś prowokuje kolejne obniżenie samooceny – i tak dalej.

Nacht i Racamier w swym studium nad agresywnością w depresji podkreślają jej regresywny charakter, związany z pewną fazą tej choroby. Kiedy człowiek depresyjny pozwala sobie na wyrażenie agresywności, sprawia wrażenie pełnego złych chęci tyrana. Prowokuje partnera, jest roszczeniowy wobec niego, nęka i dręczy pretensjami, obwinia o doznawane krzywdy.

Kiedy badamy z bliska to zachowanie, na pierwszy plan wybija się jego irracjonalny charakter. Agresywność człowieka depresyjnego, który rozważa niestrudzenie te same tematy – co stanowi zasłonę dymną dla rzeczywistej skargi – wydaje się niekiedy prostym odreagowaniem. I w pewnym stopniu nim jest. Bo człowiek depresyjny czuje się jednocześnie zahamowany i zdeprymowany własną niedojrzałością i potyka się na tej przeszkodzie stale skazany jest na ten impas.

Człowiek depresyjny nie oskarża obiektu o popełnienie określonego czynu, ale oskarża go o sposób bycia, egzystowania, taki, który go nie gratyfikuje narcystycznie, nie zaspokaja i nie potwierdza jego poczucia wartości. Zarzut doznanej krzywdy odpowiada na tym poziomie samodewa- luacji, zgodnie z formułą: „Nie jestem nieudacznikiem natury, ale ofiarą krzywdzącego traktowania, które przeszkadza mi być sobą” (wartościowym). A jak mówi Bibring: „Zawrócenie impulsów agresywnych przeciw samemu sobie w depresji jest wtórne wobec załamania szacunku do siebie”.

Inaczej mówiąc – człowiek staje się depresyjny nie przez to, że nie osiągnął danej satysfakcji, ale że nie był w stanie jej sobie dostarczyć. Dowodem na to jest fakt, że raz przekonany o tym, że może zdobyć tę satysfakcję – nie odczuwa rzeczywistej potrzeby, aby ją zdobyć realnie. Powinno się, moim zdaniem przeformtiłować freudowską propozycję, według której autooskarżenie pierwotnie skierowane jest do obiektu, a wtórnie do siebie Ego identyfikowane jest z introjek- towanym obiektem.

Dla zilustrowania myśli zawartych powyżej – zacytujmy epizod z leczenia analitycznego. Chodzi o młodą kobietę, którą przyjąłem do analizy kilka lat temu, a której leczenie było tak nietypowe, jak obraz kliniczny przez nią prezentowany, opierający się wszelkiej klasyfikacji. Została skierowana przez narzeczonego, który leczył się u mnie dwa lata przed nią. Zgłosiła się z powodu trudności charakteru. Miałem ochotę, mimo zespołu różnorakich symptomów, typowych dla nerwic charakteru – zaklasyfikować ją inaczej. Tym bardziej, że kluczowy moment jej analizy potwierdzał to przypuszczenie.

Narzekająca, niezadowolona, wiecznie agresywna i pełna złej woli, albo wrzaskliwa, albo zalewająca się łzami, bezustannie oskarżała i protestowała, szczególnie przeciw leczeniu, kierując swe ataki zarówno na metodę, jak i na mnie samego. Żadne interpretacje nie mogły powstrzymać takiego zachowania. Do tego stopnia, że w końcu wziąłem inicjatywę w swoje ręce i zaproponowałem zakończenie leczenia. Ale sprzeciwiła się kategorycznie. I nie tylko polepszył się jej stan, co zostało potwierdzone przez jej otoczenie, ale powzięła poważną decyzję kontynuowania leczenia, deklarując, że nie chce go przerwać.

Leave a Reply