Pacjent i jego depresja część 2

W tym trudnym okresie rzucił mi pewnego razu: „Teraz jest Pan dokładnie taki sam, jak moja matka i ojciec razem wzięci”, i była to prawda. W mojej bezradności, niemożności pomagania, stawałem się coraz chłodniejszy i pozbawiony uczuć. Jego los powtórzył się ze mną dokładnie. Rodzice właściwie go już nie chcieli, gdyż 11 miesięcy wcześniej urodził się oczekiwany syn (ten smakowity kąsek). Wiele razy w życiu doświadczał tego nieznośnego uczucia. Jego zemsta na rodzicach stała się moją torturą ze wszystkimi niebezpieczeństwami, jakie niesie przymus powtarzania. Obaj znaleźliśmy się w takim punkcie, w którym mogło i tu, w terapii, dojść do rozstania. Na szczęście stopniowo udało mi się uwolnić od niemocy, od zagmatwania uczuć i myśli, i coraz wyraźniej zacząłem rozumieć sytuację przeniesie- niową i przeciwprzeniesieniową. Takie własne rozumienie, krok po kroku, zacząłem obszernie podawać Alexandrowi. On jednak, z lęku przed zemstą i prześladowaniem z mojej strony, skwitował to odpowiedzią, że chcę go szantażować. Na następnym spotkaniu nie pojawił się, ale zatelefonował. Powiedział, że nie przyszedł, ponieważ to ja nie chcę go dalej leczyć. Nie zgodziłem się z tym i wyjaśniłem, że nasze obecne położenie jest wprawdzie bardzo trudne, ale że koniecznie chcę dalej z nim pracować.

Na następne spotkanie pojawił się z przyjaznym, odprężonym uśmiechem na twarzy i zaskoczył mnie wyznaniem, że z pewnością jestem uczuciowy i wrażliwy. Przeżywał marzenia na jawie, że głaskał moje ciało różą i odczuwał przyjemność z tego, że wciskał w moje ciało coraz to więcej kolców. Tym „kwiatowym” stwierdzeniem rozpoczęła się żywa praca nad tym, co przeżywał i cierpiał. Tym razem niczemu już nie zaprzeczał również temu, jak ważny stałem się dla niego i jak bardzo obawia się nadchodzącego rozstania. Powiedział mi też, że jestem naprawdę dobrym psychoanalitykiem, szczególnie dla trudnych pacjentów. Wyjechał na wakacje, żegnając mnie przysłowiem ze swego kraju, że wino należy wypijać do samego dna.

Aby pełniej zilustrować depresję terapeuty podczas leczenia analitycznego przedstawię teraz dokładniejszy opis pewnego przypadku wymagającego długotrwałego leczenia. Ze względu na psychologiczne podobieństwo do bohatera powieści G. Grassa, Blaszany bębenek (1969) nazwę mojego pacjenta Oskarem. Ów Oskar Grassa, spadając w wieku trzech lat ze schodów prowadzących do piwnicy, postanawia nie urosnąć, rezygnując tym samym z jakiegokolwiek dalszego rozwoju.

Leave a Reply