PACJENCI DEPRESYJNI OBSERWACJE KLINICZNE

Dopiero gdy jako zespół byliśmy w stanie radzić sobie z własną depresją, mogliśmy lepiej rozumieć naszych pacjentów i skuteczniej pomagać im w radzeniu sobie z ich przeżyciami i objawami choroby. Być może opisani tu pacjenci pojawiali się i dużo wcześniej, niemniej teraz widzimy to wyraźniej. Dostrzegliśmy wówczas wyraźne zwiększenie się liczby pacjentów depresyjnych.

Jak wiemy, sposoby manifestowania się depresji mogą być różne. Wiele oznak wskazuje na to, że najbardziej powszechnym rozwiązaniem depresyjnym jest u nas alkoholizm. Częstą formą maskowania depresji są też zaburzenia somatyczne. Pacjenci z obu tych grup do nas nie trafiają. Nie leczymy alkoholików. Niekiedy przyjmujemy pacjentów z problemem alkoholowym, kiedy czujemy możliwość pracy psychoterapeutycznej. Nie leczymy też pacjentów z zaburzeniami somatycznymi. Niektóre osoby z lżejszymi zaburzeniami somatycznymi możemy leczyć w naszym ambulatorium w Warszawie. Możemy więc powiedzieć, że leczymy jedynie pewien dość określony fragment ogólnej populacji pacjentów nazywanych „depresyjnymi”.

Przy próbie dokładniejszej analizy tych pacjentów, zwrócił moją uwagę ich stosunek do rzeczywistości. Z punktu widzenia tego kryterium można wyróżnić trzy grupy pacjentów. PACJENCI Z „ZESPOŁEM DZIELNOŚCI” Bardzo wielu takich pacjentów zgłaszało się w tym czasie do naszej Poradni. Zgłaszają się i teraz, choć wydaje się, że obecnie jest ich nieco mniej. Są to ludzie, których cały wysiłek skupia się na radzeniu sobie z rzeczywistością, z trudnościami życia codziennego, w pewnym momencie tych sił zaczyna im brakować, pojawiają się takie objawy, jak zaburzenia snu i koncentracji, stany wyczerpania, a przede wszystkim – liczne objawy somatyczne, maskujące ich różne bolesne myśli i przeżycia.

Ci pacjenci nie chcą psychoterapii. Dla nich leczenie, czyli zajmowanie się własnymi przeżyciami, zwłaszcza połączone z wyjazdem na 10 tygodni do Ośrodka, jest dodatkowym obciążeniem lub komfortem, na który nie mogą sobie pozwolić. Po jednej, dwóch rozmowach znikają, by za jakiś czas pojawić się znów, również na krótko.

Można więc powiedzieć, że typowe dla opisywanej tu grupy pacjentów jest nastawienie na radzenie sobie z rzeczywistością, która jest odczuwana bardzo realnie. Należy jednak dodać, że jest to rzeczywistość najbliższa, w postaci różnych trosk i konkretnych spraw do załatwienia, bo od nich jest zależna egzystencja własna i rodziny. Występujące tu dolegliwości psychosomatyczne dodatkowo „orientują” jednostkę na teraźniejszość. Refleksja nad szerszymi aspektami rzeczywistości jest tu niemal nieobecna. Wyraźne są tu mechanizmy tłumienia i izolacji od wewnętrznych przeżyć: beznadziejności, smutku, a także tłumionej bezsilnej złości. Tak wyraził to w trudnym okresie stanu wojennego jeden z naszych pacjentów: „ja nie mogę przeżywać, bo to zaraz byłoby widać. Nie mógłbym wyjść na ulicę, bo moja wściekłość byłaby widoczna, jak na dłoni, byłaby prowokująca, zaczepna”. Niewielu z tych pacjentów udaje się pozyskać do psychoterapii. Chcą być tylko wysłuchani, by uzyskać jakąś realną korzyść, np. zwolnienie lekarskie lub ulgę w cierpieniu (leki). Często też chcą odbarczyć się od nadmiaru trosk i kłopotów. Ilustruje to następująca wypowiedź pacjenta: „zająłem panu dużo czasu, opowiedziałem o tych wszystkich kłopotach. Ale poprzestańmy na tym. Na razie panuję nad sytuacją”. Na komfort bardziej systematycznego zajmowania się swoimi przeżyciami w psychoterapii nie mogą sobie pozwolić.

Leave a Reply