Narkotyki a sprawy rodzinne

Beatrice uważa się więc za dewianta („niedobrą dziewczynę”, jak mówi o niej matka), narkomankę i złodziejkę, uważa, że zasługuje na status chorej jedynie z powodu konsekwencji anoreksji. Podczas gdy dla państwa reprezentowanego przez odpowiednie instytucje jest upośledzona, dla lekarzy z oddziałów psychiatrycznych jest chora na rodzaj schizofrenii, którą lekarze ci nazywają uczenie heboidofrenią, tzn. schizofrenią, która objawia się wyłącznie antyspołecznym i przestępczym zachowaniem (jak widać „naukowcy” mają odpowiedź na wszystko, chociażby tworząc uczone terminy…). Mam wrażenie, że uczestniczę w tym pomyleniu terminologicznym stosując strategię terapeutyczną, która myli rolę lekarza (jestem bez przerwy proszony

oróżnego rodzaju recepty) i rolę opiekuna społecznego, który pomaga dziewczynie znaleźć mieszkanie, pracę, reedukujące środowisko itp., a nawet rolę ojca, kiedy stanowczo wymagam, żeby przestała brać narkotyki i te swoje „leki”… Dużo czasu zabrało mi zrozumienie, że przerwanie brania narkotyków przez pacjenta z pogranicza psychozy, depresyjnych i psychotyków nie oznacza końca jego cierpień, jest nawet przeciwnie: narkotyki mogą mu subiektywnie pomóc znosić ciężar życia zaniechałem więc walki z narkomanią Beatrice, przyjmując postawę neutralną, jaką zawsze miałem wobec jej kradzieży.

Eleonora – narkomania maskująca samotność.

Leave a Reply