Historia Beatrice

Od 12 roku życia paliła haszysz, brała kokainę i heroinę w niewielkich ilościach. Skierowano ją do mnie z powodu anoreksji, z czasem okazało się, że dziewczyna brała środki anoreksjogenne i opiumopo- dobne w dużych ilościach.

W świetle prawa Beatrice jest uważana za upośledzoną i bez trudu załatwiłem dla niej rentę. Renta w wysokości 2600 tys. franków miesięcznie przychodzi z zaskakującą antypedagogiczną i antyterapeu- tyczną nieregularnością. Rządzi się tymi pieniędzmi, jak potrafi, raczej gorzej niż lepiej. Poza tym Beatrice kradnie, praktycznie codziennie. Dzięki tym drobnym kradzieżom jest zawsze świetnie ubrana. Czasem sprzedaje część łupu i dokłada w ten sposób do renty. Poza ubraniem kradnie środki przeczyszczające, tygodniki ilustrowane, „zdrową żywność”, tandetną biżuterię i inne drobiazgi. Kiedy ją łapią na kradzieży, co w końcu zdarza się bardzo rzadko, zachowuje się jak niedorozwinięta i wzbudza litość, w rezultacie nigdy nie było na nią skargi na policji. Tak więc Beatrice jest dla opieki społecznej upośledzoną, dla policji potencjalną przestępczynią.

Kiedy nadużywała swoich „narkotyków” (Neocodion bez recepty i środki anoreksiogenne na recepty wyłudzane lub kradzione miłym lekarzom, których nazywa … kryminalistami) lub kiedy życie wydawało się jej nie do zniesienia, w każdym razie zanim zdecydowałem się zapisać jej neuroleptyki o przedłużonym działaniu, uciekała w swoje szaleństwa i zamykano ją „na własne życzenie” w dzielnicowym szpitalu psychiatrycznym. W tych momentach więc była traktowana jak chora, którą trzeba leczyć, podczas gdy w jej własnym odczuciu chodziło tylko o więzienie, zamknięcie, karę: czuła się przestępczynią i dewiantem. Na marginesie zauważmy, że warunki materialne i atmo-sfera na niektórych oddziałach psychiatrycznych przypominają tak bardzo rzeczywistość więzienną, że nierozróżnianie tych dwóch instytucji utrwala niejasność i niejednoznaczność statusu pacjentów.

Leave a Reply