Freud i jego praca

Co jest znamienne, to intensywna obecność tych elementów zarówno w przeżyciach jednostek, jak i ogromnej zbiorowości ludzi. Wspominam o tym, bowiem w pracy terapeutycznej zajmujemy się jednostką, konkretnym człowiekiem. Można powiedzieć, że pacjent, który do nas przychodził, był najbardziej wrażliwym czy najsłabszym reprezentantem porażonego bezsilnością węższego lub szerszego środowiska. Mimo wielu dalszych zmian w sytuacji społecznej, w tym także pozytywnych, dominujący był brak nadziei i lęk przed przyszłością.

Inną znamienną cechą tego stanu powszechnego przygnębienia jest uporczywość jego trwania. Posługując się językiem analitycznym można by tę depresję społeczną określić jako stan utraty obiektu, który nie jest przyjmowany do wiadomości. Freud w swojej pracy Żałoba i melancholia (1917) tak o tym pisał: „rzeczywistość pokazuje, że obiekt miłości już nie egzystuje i prowadzi to do żądania, aby całe libido zostało wycofane z przywiązania do tego obiektu. To żądanie wywołuje zrozumiałą opozycję – z powszechnych obserwacji wynika, że ludzie nigdy chętnie nie porzucają libidinalnej pozycji, nawet wtedy, gdy podsuwa im się substytut. Ta opozycja może być tak intensywna, że następuje odwrócenie się od rzeczywistości i przywarcie do obiektu poprzez medium halucynacyjnej, życzeniowej psychozy”.

W naszej sytuacji to niepogodzenie się z „utratą obiektu” wynikało stąd, że jak już wspomniałem, tym „dobrym obiektem” była rzeczywistość społeczna i wartości, z których utratą człowiek nie może lub nie powinien nigdy się pogodzić. Rzeczywistość społeczna oznaczała także konkretne osoby czy instytucje o uznanym powszechnie autorytecie moralnym, naukowym, twórczym, które ludzie kochali, do których byli przywiązani. Autorytety te starano się dewaluować. Tym chyba należy tłumaczyć dość powszechną niechęć do różnych podsuwanych nam wówczas substytutów, o których wspominał Freud.

Leave a Reply