Erwin i psychologia

Relacja Erwina z matką była bardzo idealizowana, gdyż matka od jego urodzenia była nim rzeczywiście zachwycona i wyróżniała go spośród rodzeństwa, być może wyrównywała w ten sposób własne niezadowolenie ze związku z mężem. Chłopiec był chroniony, miał specjalne lekcje dodatkowe, matka popisywała się nim, dobierała odpowiednie towarzystwo do zabawy. Nie dopuszczała żadnych niepowodzeń w szkole. Przesadnie dbała 0jego zdrowie. Jej mały rycerzyk miał zostać z pewnością kimś bardzo sławnym, a że miał talent do rysunków i wygrywał wszystkie konkursy – wyrobiła w nim przekonanie i sama głęboko w nie wierzyła, że zostanie niezwykłym i znanym artystą. Pozornie niczego od dziecka nie wymagała, natomiast spodziewała się po nim genialności

1wierzyła w spełnienie tego oczekiwania. Na razie życie nie płatało figla. Podobnego uwielbienia oczekiwał potem od żony i innych, a nie zawsze przecież mógł je dostawać. Zaczęło pojawiać się rozgoryczenie, oskarżał żonę o niestwarzanie mu warunków do rozwoju, gdy obietnica sukcesu i geniusz nie potwierdzały się.

Kolejną krzywdą, jaka go spotkała w życiu, było odejście żony, która prawdopodobnie nie była w stanie wytrzymać naporu jego dziecięcych wymagań. Zupełnie zresztą nie widział własnego udziału w rozpadzie, być może niezbyt udanego małżeństwa.

Leczenie, w którym dopiero on sam zaczął czuć odpowiedzialność za swoje zdrowie i dalsze życie, rozpoczęło się właściwie od momentu, kiedy ja sama zrozumiałam, jak ogromne jest jego cierpienie, skoro od dziecka dostawszy taką obietnicę domaga się bezskutecznie od życia i od bliskich jej spełnienia. Że cierpienie to jest bezmierne, nie do zaspokojenia. A niespełnienie i brak sukcesu powoduje stałe poczucie krzywdy i podważa jego podstawową i najważniejszą relację z matką. Powiedziałam mu to z całą otwartością i wyraziłam szczere współczucie. Powiedziałam też, co zrozumiałam, że gdyby spotkało go jakieś konkretne nieszczęście, łatwiej by mu to było przeboleć i pogodzić się. I wydaje mi się, że pod jego cierpieniem depresyjnym kryje się ogromna wściekłość do życia i do siebie, że nie został Van Goghiem. Po raz pierwszy poczuł się zrozumiany, a nie skrytykowany.

Leave a Reply